SAMOSTAWNY MAJSTERSZTYK

Na parkingu przed Woox domem Freightliner z osiemdziesiątego czwartego prezentuje się fenomenalnie. Wprawdzie nie da się nim nigdzie wyjechać, coś nie styka, silnik gaśnie a ostatecznie auto nie odpala już wcale, ale to by zniechęciło jedynie frustrata, w żadnym wypadku nas - urodzonych optymistów. Mamy rzut beretem do serwisu autobusowego, tam chłopaki raz dwa wszystko zreperują.

Za siedem i pół tysiąca koron światło nie świeci, kluczyków ze stacyjki wyciągnąć się nie da a przewody, z których wiatr miałby dziko dmuchać do naczepy, wiodą utajony żywot.


  • -
    Panie Novotní, co teraz?
  • -
    A bo ja wiem, spróbujcie w Polsce.
  • -
    Dobri den, to będzie nowe sprzęgło, kompletna wymiana dystrybucji powietrza, mamy martwą elektrykę, ogrzewanie i jeszcze kilka drobnych rzeczy. Ale naprawimy tanio, 25 000 złotych.
  • -
    To jest 150 000 koron? Acha… Ale zaraz zaraz, to sprzęgło powinno mieć śrubę, uderzycie młotkiem i jedzie się dalej.
  • -
    Prawda, to tak jest, ale w końcu się grzmotnie o jeden raz za dużo i już nie jedzie. Trzeba wymienić. Ten ostatni raz przypadł na pana przed Panem.
  • -
    Niech będzie.
  • -
    Przewody musimy zamówić z Ameryki, liczcie się z miesiącem, może trochę dłużej.
  • -
    Ale te są podobno na każdej stacji benzynowej!
  • -
    No tak, tam je kupimy na stacji benzynowej. Ale potem płyną statkiem półtorej miesiąca.

Dołki emocjonalne to nie dla nas. Bieg wydarzeń przyjmujemy za dobrą monetę, przynajmniej mamy czas, żeby skonkretyzować tuning:



Za półtorej miesiąca jest gotowe. Auto nie dojedzie do Jesenickiego hangaru, bo na pierwszym wzniesieniu naszych pięknych gór przestało działać nowe sprzęgło, ale znajomy znajomego mógłby wiedzieć, co z tym zrobić. Najlepiej sprzedać na szrot... Wybieramy drugą opcję: naprawić!

Miesiąc później, w kolejnym serwisie zmieniamy biegi, jedziemy, świecimy, wszystko gra i buczy. Życie wiosną roku 2014 jest piękne.


SAMOSTAWNY MAJSTERSZTYK

Na parkingu przed Woox domem Freightliner z osiemdziesiątego czwartego prezentuje się fenomenalnie. Wprawdzie nie da się nim nigdzie wyjechać, coś nie styka, silnik gaśnie a ostatecznie auto nie odpala już wcale, ale to by zniechęciło jedynie frustrata, w żadnym wypadku nas - urodzonych optymistów. Mamy rzut beretem do serwisu autobusowego, tam chłopaki raz dwa wszystko zreperują.

Za siedem i pół tysiąca koron światło nie świeci, kluczyków ze stacyjki wyciągnąć się nie da a przewody, z których wiatr miałby dziko dmuchać do naczepy, wiodą utajony żywot.

  • -
    Panie Novotní, co teraz?
  • -
    A bo ja wiem, spróbujcie w Polsce.
  • -
    Dobri den, to będzie nowe sprzęgło, kompletna wymiana dystrybucji powietrza, mamy martwą elektrykę, ogrzewanie i jeszcze kilka drobnych rzeczy. Ale naprawimy tanio, 25 000 złotych.
  • -
    To jest 150 000 koron? Acha… Ale zaraz zaraz, to sprzęgło powinno mieć śrubę, uderzycie młotkiem i jedzie się dalej.
  • -
    Prawda, to tak jest, ale w końcu się grzmotnie o jeden raz za dużo i już nie jedzie. Trzeba wymienić. Ten ostatni raz przypadł na pana przed Panem.
  • -
    Niech będzie.
  • -
    Przewody musimy zamówić z Ameryki, liczcie się z miesiącem, może trochę dłużej.
  • -
    Ale te są podobno na każdej stacji benzynowej!
  • -
    No tak, tam je kupimy na stacji benzynowej. Ale potem płyną statkiem półtorej miesiąca.

Dołki emocjonalne to nie dla nas. Bieg wydarzeń przyjmujemy za dobrą monetę, przynajmniej mamy czas, żeby skonkretyzować tuning:


Za półtorej miesiąca jest gotowe. Auto nie dojedzie do Jesenickiego hangaru, bo na pierwszym wzniesieniu naszych pięknych gór przestało działać nowe sprzęgło, ale znajomy znajomego mógłby wiedzieć, co z tym zrobić. Najlepiej sprzedać na szrot... Wybieramy drugą opcję: naprawić!

Miesiąc później, w kolejnym serwisie zmieniamy biegi, jedziemy, świecimy, wszystko gra i buczy. Życie wiosną roku 2014 jest piękne.



W górę